czwartek, 30 lipca 2015

Polska. Przystanek Woodstock

Dzisiaj oficjalnie rozpoczyna się XXI Przystanek Woodstock. O festiwalu tym pisałam już niejednokrotnie, ale mam jeszcze kilka kartek z tego miejsca, których nie prezentowałam.
Dzisiaj chcę pokazać tę do której mam największy sentyment. To jest moja pierwsza kartka jaką otrzymałam z Przystanku i do tego wysłana bezpośrednio z woodstockowej poczty polowej.


Kiedy polski Woodstock raczkował i powoli dorastał byłam małolatą, ale od zawsze chciałam na niego pojechać. Udało mi się to jeszcze jak był organizowany w Żarach.
Wbrew nakręcanej przez media opinii jest to naprawdę bardzo przyjazne, spokojne i bezpieczne miejsce. To, że zdarzają się na nim wypadki, to tylko i wyłącznie wina głupoty i często braku wyobraźni ludzi, którzy akurat ucierpieli. Takie rzeczy mogą zdarzyć się wszędzie, niezależnie od miejsca pobytu.

Poza tym nigdzie indziej nie widziałam i nie doświadczyłam, tak dużej sympatii, radości i pomocy od innych ludzi jak tam. Również nigdy wcześniej nie widziałam, żeby bez problemów dwie rożne subkultury śmiejąc się rozmawiały ze sobą i podawały sobie dłonie!

Dzisiejszy Woodstock ma się nijak do tego sprzed kilku, czy kilkunastu lat, ale sentyment do tego festiwalu pozostał i chyba pozostanie już na zawsze.

Może ktoś z Was wybiera się do Kostrzyna i miałby ochotę wysłać mi stamtąd woodstockową kartkę? Z chęcią się wymienię :)



Ciekawe, czy teraz też na poczcie polowej, zamiast tradycyjnego datownika stawiają specjalny woodstockowy?

A Wy byliście kiedyś na Woodstocku, bądź na jakimś innym dużym festiwalu?

wtorek, 28 lipca 2015

Chiny. Park Beihai

W Pekinie, w sąsiednim otoczeniu Zakazanego Miasta znajduje się dawny cesarski ogród, dzisiaj zwany Parkiem Beihai, co dosłownie oznacza Morze Północne. Jest on jednym z najstarszych, największych i najlepiej zachowanych starożytnych obiektów tego typu w centrum miasta.

Z tego miejsca posiadam dwie pocztówki. Pierwszą z nich dostałam od koleżanki, z jej wyprawy po Chinach, natomiast drugą oczywiście otrzymałam za pośrednictwem PC.



Park powstał w X wieku jako integralna część kompleksu pałacowego. Jego powierzchnia jest olbrzymia, gdyż zajmuje 69 hektarów, z czego ponad połowę tego obszaru zajmują sztuczne jeziora. Ziemia wydobyta do ich utworzenia została użyta do usypania trzech wysp, z których tylko jedna  - Qionghua jest centralnym punktem parku, na który prowadzą dwa mosty.
Na wyspie tej mieszą się świątynie, wśród nich widoczna na obydwu kartkach lamaistyczna dagoba, w której znajdują się m.in. pisma buddyjskie.

W pozostałych częściach parku znajdują się:
  • Pawilony Pięciu Smoków z rzeźbami i malowidłami na belkach i filarach, 
  • wykonany z kolorowych kafli Mur Dziewięciu Smoków,
  • otoczone murem Okrągłe Miasto, wewnątrz którego znajduje się 1,6 metrowy posąg Buddy.




Chińczycy wierzą, że Park ten powstał według tradycyjnej chińskiej legendy. 
Mówi ona, że cesarze chińscy poszukiwali leku, który miał dać ludziom nieśmiertelność. Lek podobno był w posiadaniu bogów mieszkających w otoczeniu trzech zaczarowanych gór. Każdy cesarz chciał lek odnaleźć i stać się nieśmiertelnym, ale nie było to takie proste. Po niefortunnych wyprawach dwaj kolejni cesarze nakazali utworzyć jeziora i usypywać trzy magiczne góry, które miały imitować te opisane w legendzie.

Czy rzeczywiście Park Beihai został zbudowany zgodnie z tym wierzeniem, tego pewnie nigdy się nie dowiemy.




Dla udających się do Chin, bądź zaciekawionych tematem, polecam <tę> stronę.

P.S. Czy zwróciliście uwagę na opłatę pocztową? Pierwszą kartkę dostałam w 2006 roku, drugą w 2013 ... a cena ta sama...


poniedziałek, 27 lipca 2015

Wielka Brytania. Pocztówka z morderstwem w tle

W moim niedawno wymienionym na większe, pudełku, przestały mieścić się pocztówki. Byłam przekonana, że to już moje ostateczne pudełko, a przynajmniej takie, które posłuży moim kartkom jeszcze baaaardzo długo. Póki co, nie zamierzam kupować większego, na razie mam ważniejsze wydatki, więc zaczęłam po raz „ęty” wykładać, przekładać, segregować, oglądać, czytać, wspominać...
Długo jeszcze można wymieniać jakie czynności i emocje wywołują zwykłe pocztówki, ale właściwie nie o tym miał być ten wpis.

Wśród tych kartek, z rożnych przyczyn, moją uwagę na dłużej przykuła m.in. kartka dość nietypowa. Przedstawiająca mapę napadów słynnego londyńskiego zabójcy. Nie jestem wielbicielką takich pocztówek, i pamiętam jaka byłam rozczarowana gdy nie dostałam widokówki z wielkim, piętrowym czerwonym autobusem, czy Big Benem. Tym bardziej, że to była moja pierwsza kartka z Wielkiej Brytanii, a tym samym z Londynu.


Koleżance, od której ją dostałam zostało to wybaczone, a ja jak zwykle (no prawie) w nietrafionej kartce znalazłam pozytyw.

Dzięki niej dowiedziałam się, że Kuba Rozpruwacz to nie postać fikcyjna, jak dotychczas myślałam (tak, naprawdę tak myślałam), tylko autentyczna osoba.

Kuba Rozpruwacz to pseudonim, jaki został nadany seryjnemu mordercy, działającemu w okolicach londyńskiej dzielnicy Whitechapel w 1888 roku. 
Nocą, w wąskich uliczkach East Endu mordował kobiety, przeważnie prostytutki. Jego pseudonim sam mówi, w jak brutalny sposób obchodził się ze swoimi ofiarami. Zabójca nigdy nie został schwytany i nie wiadomo też, jaka jest faktyczna liczba morderstw przez niego dokonanych. Wówczas na East Endzie była duża ilość napadów na kobiety, ale pięć z nich (przedstawionych na kartce), powszechnie uznaje się za popełnione przez tego samego seryjnego mordercę.

Wokół historii Kuby Rozpruwacza powstało wiele mitów, a jego postać przeżywa odrodzenie np. w postaci londyńskich i nowojorskich imprez świątecznych i noworocznych Jack the Ripper, książek, seriali, a nawet baletu na temat jego zbrodni, czy gier planszowych i komputerowych.

W Londynie kręci się również turystyczny biznes, oferujący spacery śladami Rozpruwacza.  


sobota, 25 lipca 2015

Polska. Morze Bałtyckie, czyli zimna woda zdrowia doda

Ostatnio prezentowałam ciepłe wody Morza Śródziemnego, a dzisiaj co prawda zimniejszy, ale równie uroczy polski Bałtyk.

Kiedyś wolałam jeździć w góry, a nad morze tylko i wyłącznie poza sezonem. Teraz doceniam każdy wyjazd i każde miejsce, które uda mi się zobaczyć. A morze w sezonie, pomimo dzikich tłumów i nieznośnych hałasów dochodzących z wszelakich urządzeń do gier, porozstawianych na promenadach, też ma swój urok (w końcu to dwa najcieplejsze miesiące w roku!). No i przede wszystkim Bałtyk serwuje nam naturalną terapię jodem. Nad Bałtykiem i innymi północnymi morzami jest go najwięcej!


Pamiętam jak mój wykładowca geografii, propagator wypoczynku w Polsce, często nas zachęcał do podróży nad polskie morze, powtarzając, że jod pobudza gospodarkę hormonalną tarczycy, a tym samym przyspiesza przemianę materii. A więc jeżeli dbacie o linię, chcecie schudnąć to na pewno pomoże Wam w tym nasze morze.

O Morzu Bałtyckim pisałam już <tutaj>. Jeśli ktoś jest zainteresowany to zapraszam. A tę wspaniałą pocztówkę dostałam od Krystyny. Jeszcze raz dziękuję.


I dziękuję wszystkim tym, którzy wyrazili swoją opinię na temat skanów pocztówek. Utwierdziliście mnie w przekonaniu, że jednak średnia wielkość jest najlepsza.

czwartek, 23 lipca 2015

Hiszpania. Kraina wina i słońca, czyli Costa Brava

Słońce i upał nie dają o sobie zapomnieć. W taką pogodę pewnie niektórzy z Was wybraliby się nad wodę, aby choć przez chwilę schłodzić ciało i umysł. A co powiecie na słoneczne Costa Brava?

Nazwa ta tłumaczona jest jako Dzikie Wybrzeże. Znajduje się ono w północno-wschodniej Hiszpanii, w granicach administracyjnych Katalonii. Obejmuje wybrzeże Morza Śródziemnego od granicy francuskiej do miejscowości Blanes.





Na wybrzeżu Costa Brava znajdują się piaszczyste plaże, dzikie i skaliste zbocza oraz głębokie zatoki wdzierające się w głąb wybrzeża, często zakończone urwistymi klifami. Zatoki nierzadko porośnięte są pięknymi palmami, a do samego brzegu morza dochodzą sosnowe lasy.

Patrząc się na krajobraz tego wybrzeża jego nazwa nie powinna dziwić. Po raz pierwszy użył jej w 1908 roku dziennikarz Ferran Aqullo opisując tę okolicę. Wówczas na Costa Brava znajdowały się tylko niewielkie wioski rybackie. Dopiero w latach 30 XX wieku, plaże Costa Brava zaczęli wypełniać turyści.



Kiedyś wszystkie kartki zdobiły moją ścianę, stąd widoczny na niej ślad taśmy ;)

Na zakończenie mam do Was pytanie. 
Jak pewnie zauważyliście od kilku dni posty zaczęły pojawiać się z większymi skanami pocztówek. Wydaje mi się, że ten większy obraz kłóci się z całością i wygląda trochę pstrokato. Natomiast ten trochę mniejszy, wstawiony w ten post i w starsze, pomimo możliwości kliknięcia w niego i powiększenia, wydaje mi się za mały. Złotego środka nie potrafię znaleźć.
Powiedzcie mi jak to wygląda z Waszej strony? Który skan zostawić, większy czy ten mniejszy?