niedziela, 26 stycznia 2014

Włochy. Werona, Casa di Giulietta

Któż z nas nie zna szekspirowskiej historii zakochanych w sobie pary młodych ludzi? Romeo i Julia cieszą się sławą najbardziej romantycznej pary na świecie. I choć historia ich nieszczęśliwej miłości nie wydarzyła się na prawdę, to Werona, w której ona się rozgrywa jest uznana za najbardziej romantyczne miasto świata a dziedziniec pod słynnym balkonem, najczęściej odwiedzanym miejscem. Kartkę z tego miejsca przysłała mi będąca na urlopie we Włoszech, Marta.


Słynny dom Julii to XIII-wieczny pałac, niegdyś należący do rodu patrycjuszy o nazwisku Cappelli. Zrównanie prawdziwego nazwiska Cappello z fikcyjnym Capuletti dało podstawy przekonaniu, że właśnie tutaj musiała mieszkać Julia. 
Dziś dom zmienił się w prawdziwą świątynię miłości. Przyjeżdżają tutaj przepełnieni miłością i jej spragnieni. Przyklejają karteczki z romantycznym wyznaniem, bądź wieszają kłódki na prętach bramy, wierząc, że to miejsce jest magiczne i przyniesie im dozgonną miłość.

Na dziedzińcu znajduje się legendarny balkon, który zrekonstruowano przed II wojną światową na potrzeby turystów. Pod nim umieszczono tabliczkę z fragmentem słynnej sceny balkonowej. Na podwórzu, pod balkonem stoi brązowy posąg Julii. Dotknięcie jej prawej piersi podobno przynosi szczęście w miłości.

Jakoś nie przemawiają do mnie miejsca, aranżowane tylko dla potrzeb turystów. Pełno ludzi, przez co niczego nie można zobaczyć, a później się okazuje, że tak na prawdę nie było co oglądać. A wszystko jest zrobione z myślą o jak największych dochodach z turystów. Nie wiem jak jest w przypadku Casa di Giulietta, ale biorąc pod uwagę opinię znajomych oraz to, że wszystko tam jest przepełnione literacką, fikcyjną miłością Romea i Julii, wydaje mi się, że nie ma tam nic ciekawego.



2 komentarze:

  1. Często mam tak, że naczytam się o jakimś miejscu, naoglądam mnóstwa zdjęć, a potem rzeczywistość lekko rozczarowuje ;). Zazwyczaj tak jak piszesz - tłumem ludzi na miejscu. Na pocztówce ta uliczka wygląda niesamowicie, ale pewnie na pocztówce niestety się kończy. Przy okazji - zawsze mnie śmieszą posągi powycierane w strategicznych miejscach :D.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja właściwie myślałam, że "wycieranie" posągów to taka mała polska tradycja, ale jak widać się myliłam ;)

    OdpowiedzUsuń