niedziela, 18 stycznia 2015

Pocztówkowy sentyment

To będzie długi post, ale muszę go napisać.
Przeglądając dzisiaj stare albumy ze zdjęciami i inne rzeczy z przeszłości znalazłam kilka kartek, które kupiłam podczas moich wojaży. Pamiętałam o nich, wiedziałam, że gdzieś je mam, tylko nie pamiętałam gdzie je schowałam przed światem. 
Kartki niewypisane i bez znaczków, które nie przyszły do mnie za pomocą poczty, nie mają dla mnie żadnej wartości, poza tymi, które właśnie znalazłam. Przeważnie są to kartki, które kupiłam z myślą o wysyłce do znajomych, ale z różnych przyczyn zostały u mnie. I nikomu ich NA PEWNO nie oddam.

Najstarszą z nich jest kartka, którą kupiłam bardzo dawno temu w Barcelonie. Miałam jeszcze jedną z tej serii, ale komuś oddałam. Kartka w rzeczywistości jest ładniejsza, pięknie wydrukowana na bardzo dobrym, grubym papierze, nie miała tylko laminatu, przez co zaczęła mi się rysować, więc sama ją zalaminowałam.


Dwie kolejne kartki kupiłam w Zakopanem. W pierwszej z nich, zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Kupowałam ją na Krupówkach, w chwili, gdy potwornie lało, a kartki na stojaku nie były przykryte folią. Chciałam kupić kilka z tego wzoru i wysłać do znajomych, ale okazało się, że ta jest ostatnia, do tego była trochę namoknięta od deszczu. Potem z tą kartką w ręku chodziłam po Zakopanem i zaglądałam do każdego sklepu i na każde stoisko z kartkami i pytałam czy mają taką kartkę. Niestety nie udało mi się nigdzie jej dostać. Więc ta została u mnie i nikomu jej nie oddam!



Zauroczyła mnie również kartka z serii poniżej. Kupiłam wszystkie wzory z tej serii, ale ta najbardziej mi się spodobała. Reszta już się rozeszła. Tej nie oddam!


Do Wadowic zaciągnęła mnie koleżanka zaraz po śmierci papieża. W sumie nie zobaczyłyśmy muzeum/domu w którym mieszkał Jan Paweł II, bo wybrałyśmy się tam w dzień, w którym było ono zamknięte, ale przywiozłam za to tę wspaniałą pocztówkę. Kupiłam ją z myślą o wysyłce, ale po prostu nie mogłam się z nią rozstać i została u mnie. A gdy wieczorem postanowiłam dokupić jeszcze jedną i wróciłyśmy do miejsca w którym ją kupiłam, to niestety tego stoiska już nie było.


Tę kartkę z Pragi po raz pierwszy zobaczyłam na PC i od razu zapragnęłam ją mieć. Cztery lata temu nadarzyła się okazja wyjazdu do Pragi, a mi w głowie przez cały czas siedziała ta pocztówka. Owszem, przeglądałam stoiska z kartkami, ale nigdzie jej nie widziałam. Dopiero przed samym wyjazdem, gdy szliśmy na parking, tuż przed nim, na stojaku przy kiosku ją ujrzałam. Całe szczęście zostawiłam sobie jakieś drobne i starczyło na kartkę. Niestety nie było już czasu na szukanie miejsca z którego mogłabym ją wysłać (oczywiście do rodziców, a oni jak zwykle później i tak by mi ją oddali), więc z ciężkim bólem serca nie kupiłam znaczka. Ale nadal mam nadzieję, że uda mi się ją zdobyć wysłaną wprost z Pragi.



Mam jeszcze kilka czystych pocztówek, które z różnych przyczyn darzę sentymentem i z którymi nie zamierzam się rozstawać. Ale to już może opowieść na inny post ;)

2 komentarze:

  1. Druga kartka z Zakopanego - cudo. Mam bardzo podobną ale w kolorze i też ją uwielbiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwsza pocztówka jest bardzo tajemnicza. Wcale nie dziwię się, że nie chcesz jej oddać, ponieważ jest interesująca :)
    Pocztówkę z Pragi mam chyba w swoich ulubionych, bo kolory na niej są niesamowite i też wpadła mi w oko :)
    Również mam w swoich zbiorach takie kartki, przywiezione z pewnych miejsc, których za nic w świecie nie podałabym dalej, a zachowam je dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń